Showing posts with label wiersze. Show all posts
Showing posts with label wiersze. Show all posts

Jun 20, 2014


Jest kruchość w krzyku
a w rozkwicie
zapowiedź ciszy
smuga cienia
popiół 
i ziemia
Już jest wczoraj

May 31, 2014

HAIKU Z GROCHEM, CZYLI POCHWAŁA LAKONICZNOŚCI



To prawda. Słów napisano już zbyt wiele. 
Przede mną cieniutki tomik Stanisława Grochowiaka “Haiku - images”. 
Jeden tylko wiersz, “wstępniak”, ma więcej niż trzy linijki:

“Bóg błogosławi małomównym
Ale święci są tylko cisi
Zbawieni - co nie poruszają wargami

Skała - ona nie strzępi języka
Woda - która połknęła trupa
Ryba
O źrenicach zatrzaśniętych jak przyłbice (…)”


Reszta to wstrzemięźliwe aż do bólu słowne obrazki, celne jak mgnienie oka, ulotne jak odbicie w stawie, wieloznaczne jak wróżba. Otwieram tomik na chybił trafił, wysuwam palec, i  oto jest Haiku na dziś:


Zen - czwarte

Zen - miasto które zburzyli barbarzyńcy
Potem zajęli się nim ludzie rokoka

Mieli za wąskie palce - wznieśli misterne płacze altówek

Mar 15, 2014

PRZEDNÓWEK


już marzec o boże
a tu nici
a tu nic jeszcze 
nie ugotowane nie wydojone
stoję na środku placu
całkiem goła
przymrozek

rozmamłałam się jesienią
przespałam zimę
teraz jestem przydybana
na gorącym nieuczynku
na lenistwie ledwo letnim
na zagapieniu
martwym
zaskoczona

stoję na ubitym placu
bosymi nogami ugniatam zimną glinę
czekam na wóz drabiniasty
co zawiezie mnie
na miejsce
kaźni

Dec 22, 2013

BLADYM ŚWITEM PISANE

ŚWIT

ptaki
przedzierają niebo
na wąskie wstążki
brzęczce nieprzyjemnie na wietrze
ich ostre dziobyprują nieboskłon
z góry do dołu
systematycznie
raz koło razu

balon mojej głowy
skołatanej
szybuje niebezpiecznie wysoko
zbyt blisko
pikujących ostrzy

nie lubię tej pory przygotowań
to świt
który mnie obnaży
i zostawi nagą
ich dziobom


Nov 29, 2013

ZAPCHAJDZIURA Z RÓŻĄ W TLE

Tytuł szczery do bólu. Zwaliło się mnóstwo spraw, rzeczy do załatwienia wyskakują jedna za drugą z szuflady, okulary się pocą, wiatr świszcze koło uszu - tak pędzę.
Robak sumienia podgryza jednak systematycznie i trzeba czymś go spacyfikować. Jest kilka rzeczy na rzeczy, ale wymagają dłuższej przerwy w czasoprzestrzeni, żeby rzetelnie się nad nimi pochylić.
Sięgam więc w głąb biurka i wyciągam coś... Taniec badylarzy?... Czy ktoś jeszcze tak mówi?... I dlaczego tańczą?... Czytam, widzę te szklane domy z marzenia, te błyszczące samochody, te rauty podmiejskie i nas maluczkich, szarych, bidniutkich przyciskających twarze do zapoconej szyby... Uczucie wciąż żywe i świeże, choć róże z tamtych szklarni dawno już zwiędły. Niech więc będzie - Taniec badylarzy.


TANIEC BADYLARZY

stałem przed szybą cieplarni
oparłem o nią ręce
trzasnęło
we mnie coś
skurwiele mają tyle pieniędzy
tyle pachnących pieniędzy
i tyle jesiennych róż

na szyjach noszą wieńce
z tych róż a z tych pieniędzy
skręcają pety
boże skręcają pety z róż

a potem maszerują
w orszakach uroczystych
rzędami i w lakierkach
z żonami w bombonierkach

zefirek lekki muska ich tyły wypieszczone
gdy przykucają
chyłkiem
zlizując z róż swych kurz

o zmierzchu odjeżdżają w błyszczących kabrioletach
w ukłonach i mankietach
zmywają się
bo cóż

stałem przed szybą cieplarni
trzasnęło we mnie coś
skurwiele mają tyle
pieniędzy
tyle pachnących pieniędzy
i tyle jesiennych
róż



Oct 24, 2013

CO ZROBIĆ Z PAWIEM?

ROZMÓWKI LITERACKIE
(III - ORCHIDEA)

oscarze wilde
oskarżam cię o radość
rozmach i fantazję
a przede wszystkim
o bezprzykładną lekkomyślność i wiarę
w różne bzdury
wyssane
z twego dobrze wymytego 
a jakże
i pełnego finezji
paluszka

dlaczego nie bałeś się
oskarze wilde
każdego nadchodzącego dnia
nie wstawałeś razem z nami o świcie
by gromadzić
w pocie czoła
pomnażać
miałeś czelność żarty stroić
kokietować kaprysić
orchidea wpięta
w klapę twego fraka
paliła nasze oczy
swą bezwstydną nagością

śmiałeś się
z nas
pogardzałeś
nami

za to skazują cię
na złamanie
przez krzyż i jaja
amen

Oct 19, 2013

COŚ JAKBY NIE TAK



EDUKACJA

coraz lepiej
nie ma się co oszukiwać
jest coraz lepiej
rośnie się tyje tężeje
już wszystkiego się próbowało
wszystko poznane choćby po łebkach
byłe
sklasyfikowane
odtrąbione
niestraszne
techniki bez tajemnic
zagrania rozegrane do końca
świat u stóp

chce się wyć

Oct 9, 2013

ESKAPIZM CONTRA ULEWANKI

Ucieczki w słowa. Wszyscy, którzy czytamy, znamy to aż nadto dobrze. Chowanie się za papierowym murem, słowno-dymne zasłony, które tak naprawdę nie zasłaniają niczego. Zagłuszanie własnych myśli cudzymi, zastępowanie rzeczywistości rzeczywistością urojoną.
I te bolesne powroty, te świty, gdy budzimy się z piekącymi oczyma i bólem głowy, dokładnie w tym samym miejscu naszego życia, w jakim je zostawiliśmy.
Jako narkotyk książki sprawiają się średnio. Choć może nieco lepiej od samych narkotyków.
Ale jest jeszcze jedno zjawisko z pogranicza literatury i amatorskiej psychologii. Zamiast zalewania się do nieprzytomności cudzymi słowami, możemy je wylewać z siebie. Czasem pomaga. A czasem nie.

zdaje się że stoję w miejscu
z którego nie widać już innych miejsc
ani podobnych
ani jeszcze gorszych

musiałam bardzo zgrzeszyć
w poprzednim wcieleniu
skoro stoję tutaj

jestem bardzo zmartwiona
tym swoim stanem
i staniem
żadnych perspektyw
tylko kiepski widok
na brak dalszych stanowisk

nie mam armii do dowodzenia
ani królestwa
tylko to miejsce
puste
które właściwie na nic
nie jest mi potrzebne

Oct 5, 2013

DOLNOBAWARSKIE DELIBERACJE


ROZMÓWKI LITERACKIE
(II - BĘBEN)

zaczynam cię wreszcie rozumieć
herr Munchhausen
skoro te krwawe opowiastki
gruba mamka szeptała ci do ucha
wstrzykując z białej i zwiesistej piersi
zdrowe niemieckie mleko
do twego bękarciego dzioba
a twoje wątłe ciało
nie stanęło na wysokości zadania
nie uniosłeś ciężaru germańskiej krzepy
jaką chciano ci wpoić
i zostałeś malarzem
pokojowym
pokojowym czy to nie żałosne

za to duch twój Munchhausen
o ale za to duch twój
aż po brzegi wypełnił się pianą
owej mleczno-piwnej fermentacji
i wzdął się twój narodowy bęben

i zagrałeś Munchhausen oj zagrałeś
potężnie
twoje narodowe pierdnięcie
zasmrodziło cały świat
na długo
proszę państwa do gazu
zaszwargotałeś
i był to ciężki
dolnobawarski
dowcip
którego nie przeżyło
kilkanaście milionów ludzi
albo coś koło tego

Oct 1, 2013

ZAMIAST PRZEDMOWY

Na ile sposobów można zestawić ze sobą 32 litery? Odpowiedź matematycznie nieprawdziwa: nieskończenie wiele. To pocieszające dla każdego autora. Tylko jak odkryć, które zestawienia liter, w jakim porządku poukładane, poruszą kogoś oprócz nas samych?
Podpatrujemy tych, którym się udało, czytamy ich od deski do deski, w te i we wte, i nie jesteśmy wcale dzięki temu mądrzejsi.
Czasem coś komuś podbierzemy, lekko zmienimy i podamy z nowymi przyprawami. To się nazywa literackie odniesienie i od razu ustawia nas wśród elitarnej i kulturalnej trzódki (tu lekki ukłon w stronę pana Kiplinga z jego bajeczkami).

A propos:

ROZMÓWKI LITERACKIE
(I - PRZEDPOKÓJ)

Janie Kubusiu
co za pech doprawdy
że skończyłeś się
w tak niesmaczny sposób
pawiu o kształtnych łydkach
i z nieszczęsną sondą
w swej łatwopalnej ozdobie
jakże to tak
co z naszymi umowami
z julią i panią warens
co z niewinną prostotą
oświeconej edukacji
na trawie
nie umiałeś uratować niczego
twój rozum przyćmiły szepty nieprzyjaciół
ściany co miały uszy
i chichot w twojej głowie
z marzenia byłeś
z serca tkliwego
z łez niemęskich serdecznych
wykończyła cię sentymentalny lokaju
rzeczywistość urojona
pięć niewiniątek oddałeś
lwom na pożarcie
bez zmrużenia powiek
a uciekłeś w obłęd
gdy nikt cię nie gonił